Zrabowane przez hitlerowców listy z XIII wieku wrócą do Polski
Mieszkaniec amerykańskiego stanu Milwaukee postanowił zwrócić Polsce kolekcję średniowiecznych dokumentów zrabowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej
George G. Gavin służył w amerykańskiej armii. Podczas stacjonowania w Austrii natknął się na listy porzucone w błocie obok spalonego pociągu. Oczyścił je i zabrał na pamiątkę. Po jego śmierci w 1998 roku kolekcję znalazł syn. Wśród 17 listów dwa napisane są przez papieży Aleksandra IV i Grzegorza (nie wiadomo którego), inne stanowią korespondencję hierarchów kościelnych i władców. Na zdjęciu donacja arcybiskupa Tomasza I dla polskiej szlachty z 1256 roku.
Badania przeprowadzone w USA potwierdziły autentyczność doskonale zachowanych dokumentów. Polska strona dodaje, że odnalezione pergaminy są wymienione w przedwojennych katalogach.
Historycy podkreślają dużą wartość badawczą całego zbioru zawierającego wiele informacji o gospodarce, kulturze i strukturach władzy w średniowiecznej Polsce. Znalezisko zostanie przekazane 30 sierpnia do Archiwum Państwowego we Wrocławiu.
http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,37469,3573649.html
http://wiadomosci.onet.pl/1379144,11,item.html
Zawsze takie rzeczy cieszą.
Martwi, że to kropla w morzu tego, co jeszcze gdzieś tam jest.
Postawa ambasady niemieckiej, wstrzymującej przekazanie dokumentu mnie mocno bulwersuje: http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3587788.html
CytatPonieważ na dokumencie bpa Anzelma znajdowała się niemieckojęzyczna pieczęć zbiorów wrocławskich, Departament Stanu zawiadomił o odkryciu zarówno Warszawę, jak i Berlin. Mimo iż respektowana w cywilizowanym świecie tzw. zasada terytorialności rozstrzyga, iż dokumenty historyczne powinny wrócić do miejsc, w których zostały wytworzone i których dotyczą, niemiecka ambasada oprotestowała zwrot pergaminu do Polski. Mimo interwencji polskiej dyplomacji (m.in. osobistego listu min. Władysława Bartoszewskiego do ówczesnej sekretarz stanu Madeleine Albright) bardzo cenny dokument pozostał do dziś w Stanach.
Hmmm... Szczerze mówiąc, nie bardzo przemawiają do mnie zachwyty z powodu powrotu tych dokumentów do Polski, ponieważ okoliczności są dosyć podejrzane. Dlaczego nikt do tej pory nie zadał pytania o rolę tego amerykańskiego żołnierza, który zabrał (ukradł?) dokumenty w końcówce wojny i przez ponad 50 lat przechowywał je u siebie. Czy nie przyszło mu do głowy, że ewidentnie nie należą one do niego??? I czy przypadkiem nie powinien o fakcie ich posiadania zawiadomić odpowiednich władz??? Postąpił dosyć nieładnie (oględnie mówiąc) i chyba przekroczył prawo...
Informacja o tym epokowym wydarzeniu znajduje się też na stronie internetowej ambasady amerykańskiej w Polsce. http://poland.usembassy.gov/poland-pl/manuscripts.html
Cyt.: Listy zaginęły podczas ewakuacji Wrocławia pod koniec drugiej wojny światowej; odnalazł je i sprowadził do Stanów Zjednoczonych George G. Gavin, mieszkaniec Milwaukee, w 1945 roku służący w 347. korpusie inżynieryjnym.
Odnalazł i sprowadził, to bardzo ciekawe określenie...
Czytając uwagi i spostrzeżenia Pani Hanny śmiem zadać pytanie czy Pani pracuje w AP Poznań czy w Prokuraturze Generalnej. Z wypowiedzi wnioskuję, że raczej w tej drugiej instytucji. Bardzo cieszę się, że niewielki fragment historii wraca do AP Wrocław, nie tylko jako Polak, ale też jako historyk. Ciekawe czy nieżyjący dyrektor AP Poznań dr Kazimierz Kaczmarczyk (znany wydawca źródeł i autor wielu katalogów dokumentów pergaminowych) też miałby takie same spostrzeżenia co Pani Hanna. To właśnie on był jedną z niewielu osób które z narażeniem życia chroniły i zabezpieczały zbiory archiwalne podczas drugiej wojny światowej. Szkoda że obecni archiwiści poznańscy jakoś o tych wspaniałych tradycjach zapomnieli.
Uprzejmie wyjaśniam i uspokajam, że pracuję w Archiwum Państwowym w Poznaniu, w tym samym, którego byłego dyrektora, profesora K. Kaczmarczyka przywołał tutaj kołatek. Nie bardzo jednak rozumiem, jak można przywoływać nazwisko tak szacownego i zasłużonego archiwisty, który rzeczywiście ratował archiwalia w czasie wojny, w kontekście informacji o żołnierzu amerykańskim, który (cyt. z dzisiejszej „Gazety Wyborczej”): Koperty z pergaminami zabrał jako pamiątkę wojenną do domu. I co więcej, z tego co wiadomo z doniesień prasowych, nie ujawnił faktu posiadania tych dokumentów w ciągu 50 lat. Uważam taki czyn za naganny, bo pomyślmy, ilu jeszcze byłych żołnierzy posiada takie pamiątki wojenne i trzyma je w ukryciu w swoich domach?
O tym, iż na naukę nigdy nie jest za późno, wiedż zapewne wszyscy. Odsyłam zatem Panią Hannę i archiwistów poznańskich do życiorysu dyrektora AP Poznań dr. Kazimierza Kaczmarczyka (zobacz Słownik biograficzny archiwistów polskich, t. I 1918-1984, Warszawa-Łódź 1984, 93-95), a zwłaszcza przypominam jeden ważny dla poruszanych tu kwestii szczegół:
CytatZ jego (tzn. dr. Kaczmarczyka-Kołatek) tez udziałem zdołano rewindykować i scalić w AP w poznaniu prawie wszystkie wywiezione przez hitlerowców archiwalia (Słownik..., s. 93)
Ktos kiedyś , bardzo znany, powiedział ze "naród bez pamięci zginie". Oby to samo nie stało sie z poznańskimi archiwistami.
Chyba nie było żołnierza amerykańskiego, o innych nacjach nie wspominając, któryby sobie nie przywiózł z Europy "pamiątek". Trzeba sobie zdawać sprawę z realiów zawieruchy wojennej i powojennej. Będziemy ich teraz ścigać czy piętnować, kiedy się sami lub ich potomkowie zgłoszą?
Mam nadzieję, że nagłośnienie tego wydarzenia sprawi, że powrócą jeszcze jakieś inne przedmioty, obecnie w prywatnym posiadaniu. I chwała tym, którzy się do tego przyczynią.
Na "oficjalne" zwroty ze strony Niemiec czy Rosji ciężko liczyć, a nawet na ujawnienie faktycznego "stanu posiadania". Tym bardziej należy docenić prywatną inicjatywę, a nie potępiać.
Nie tak dawno też coś odzyskaliśmy.
http://www.msz.gov.pl/Ksiegi,(sadowa,i,miejska),z,XV,i,XVI,w,1780.html
Odbyło się to z wielką fetą i podziękowaniami dla strony niemieckiej, zwłaszcza dla "prywatnych ofiarodawców". Nikomu to głowy wtedy nie przyszło, by kogoś potępiać.
Tu podobna historia:
http://www.mkidn.gov.pl/website/index.jsp?artId=1284
I co?
No cóż, było już w tej dyskusji o i „narażaniu życia”, i o „wspaniałych tradycjach”, i „naród bez pamięci ginie” oraz troska, aby to samo nie stało się z poznańskimi archiwistami. Teraz czas chyba na „podważanie polskiej racji stanu” oraz „godzenie w sojusze”:D
Szanowni dyskutanci.
Zastanawiam się, co Was tak rozgorączkowało. Nie napisałam nic ponad to, że uważam czyn amerykańskiego żołnierza, który zabrał jako pamiątkę wojenną dokumenty pergaminowe i ukrywał ten fakt przez ponad 50 lat jako naganny. Nic więcej. A jeśli ktoś ocenia takie postępowanie inaczej, to chyba nie ma sensu dyskutować dalej.
Cytat: Hanna Staszewska-KatolikHmmm... Szczerze mówiąc, nie bardzo przemawiają do mnie zachwyty z powodu powrotu tych dokumentów do Polski [...]
Ja też czegoś w takim razie nie rozumiem, a dyskusji nie prowadzę bynajmniej w sposób rozgorączkowany.
ja do Pani Hanny.
Oczywiscie, najlepiej nie dyskutowac gdy nie ma się racji, albo nie przyjmuje sie choćby w niewielkim stopniu czyichs argumentów. Ja nie oceniam czyichs postaw, zostawiam to prokuraturze czy sadowi wojennemu. Mnie jako historyka cieszy to, że ktoś oddaje te archiwalia, A jak Pani zapewne wie, jest Pani archiwistą płci zeńskiej co prawda, ale archiwistą, więc nie za bardzo jestem w stanie zrozumieć iż jako archiwista czyli osoba która ma pielegnowac i dbac o powierzony jej opiece zasób archiwlalny, nie jest Pani w stanie zdobyc sie na niewielkie słowa uznania dla tego Amerykanina. Pan Kocibrzuch podał pani przyjkłady innych archiwaliów (nawet sredniowiecznych i nowożytnych) które ponownie weszły do zasobu archiwów państwowych w polsce i nikt wówczas kiedy je przekazywano nie karcił osób, które z potrzeby serca (może tez i sumienia) oddawały nam to co jest nasza własnościa, nie żadajac niczego w zamian. Mysle że taka postawa jest chyba nieco odmienna od postawy dr. Kaczmarczyka. Przecież on rewindykując materiały z Niemiec po 1945 r. nie był jednoczesnie prokuratorem dla hitlerowców i nie stawiał każdego przed sądem by mu udowodnic iz kradł czy "pozyczał na wieczne nieoodanie". szkoda, że obecnie prezentuje pani nieco odmienny sposób patrzenia na pewne zjawiska, wywodzac się z tego samego co dr Kaczmarczyk miejsca pracy. Zapomniała chyba pani że jest archiwstą, byc może osoba niezyjącego dyrektora stanie się dla pani wzorem prawidłowej postawy archiwisty. A pamięc o naszych poprzednikach i ich dokonaniach dla polskiej archiwistyki jakby schodzi na plan uboczny, co zreszta po części jest chyba pani udziałem.
Jako archiwista płci zeńskiej co prawda, ale archiwista, wycofuję się z dyskusji w tym wątku.
Cytat: kołatekjak Pani zapewne wie, jest Pani archiwistą płci zeńskiej co prawda, ale archiwistą
Hola, Panie Kołatek, a gdzie dobre maniery? To, że prowadzi Pan dyskusję anonimowo i obraża CAŁE poznańskie środowisko archiwalne nie upoważnia Pana do chamstwa i szowinizmu, szczególnie w stosunku do kobiety.
Szanowni Państwo!
Nikogo nie miałem zamiaru obrażać. Chamem tez nie jestem, wbrew temu co napisał Pan Maciej Zdunek. Sądzę, że akurat tu to właśnie pan mnie obraził, a za takie rzeczy można mieć sprawę w sądzei. Mnie chodziło wyłącznie o podkreslenie, że pani hanna ma inne stanowisko niż dr kaczmarczyk w sprawie rewindykacji materiałów archiwalnych i postepowania z osobami które przekazują te akta dobrowolnie. Oczywiście to że jest kobietą niczego w tej kwestii nie zmienia. napisałem to wyłącznie po to aby dać do zrozumienia, ze różne stanowiska wynikaja byc może z różnicy płci. O różnicach zawodowych między dr. kaczmarczykiem czy pania hanna nie może byc mowy. Szkoda że pewni ludzie nie umieja czytac pewnych rzeczy między wierszami, ale to juz problem tych ludzi. ja nikogo anie obrażałem, nie obrażam i nie mam zamiaru obrazać. to poważne forum. Oczękuję stosownych przeprosin .
Z wyrazami szacunku
kołatek
Proponuję, żeby admin tu to i owo pousuwał. Nieprzyjemnie się z obu stron zrobiło, zgoła niepotrzebnie.
Cytat: kocibrzuchZawsze takie rzeczy cieszą.
Martwi, że to kropla w morzu tego, co jeszcze gdzieś tam jest.
Postawa ambasady niemieckiej, wstrzymującej przekazanie dokumentu mnie mocno bulwersuje: http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3587788.html
Chciałbym nawiazać do tej wypowiedzi. Otóż nasi szanowni zachodni sąsiedzi zawsze robią wielki szum medialny przekazując nam jakieś materiały przynależne to tego terenu. Niezależnie czy jest to 1 dokument średniowieczny czy paczka akt troszkę współcześniejszych. Sam nawet byłem świadkiem przekazania takich akt przez jakieś archiwum niemieckie (bodajże chyba federalne). Szum medialny, ranga itp. Oni potrafią to pokazać. "Patrzcie zwracamy" a my nie. Spojrzeć też na to trzeba z drugiej strony wobec ich roszczeń (vide pewne zbiory w Krakowie).
Cytat: Hanna Staszewska-KatolikJako archiwista płci zeńskiej co prawda, ale archiwista, wycofuję się z dyskusji w tym wątku.
Popieram Panią - co to w ogóle jest za sformułowanie "archiwista płci żeńskiej"? :twisted: Żebym tu nie opisała egzemplarzy płci męskiej wśród archiwistów :lol: