Autor Wątek: Prawa autorskie  (Przeczytany 70722 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Henryk Niestrój

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 196
  • Płeć: Mężczyzna
    • Arcaion
Prawa autorskie
« dnia: Wrzesień 20, 2005, »
W: System informacji o zasobie archiwów państwowych/Dot. Przesłania wstępów do inwentarzy w formacie RTF
Cytat: "Anna Laszuk"
Niektóre archiwa sugerują też opatrywanie wstępów klauzulą informującą o ochronie praw autorskich.  Mozna to rozważyć.


Mam kilka pytań:
Przy kim zostają prawa autorskie w takich przypadkach, jak wstęp do inwentarza, scenariusz wystawy, tekst wystąpienia itp. napisane w ramach wykonywanych obowiązków pracownika archiwum?
Czy pracownik archiwum po wygłoszeniu w tymże archiwum referatu może opublikować jego treść, czerpiąc z tego korzyść finansową (lub nie)?
Czy natrafiając na ciekawy materiał podczas opracowania zespołu, można następnie napisać artykuł i opublikować go na zewnątrz (w jakimkolwiek piśmie) czerpiąc z tego korzyść finansową (lub nie)?

Pytania takie można mnożyć. Proszę o w miarę prostą wykładnię, lub wskazanie właściwych norm prawnych. Z góry dziękuję i pozdrawiam
Quieta non movere
http://arcaion.pl

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 20, 2005, »
No i się Pan nie doczekał, jak widzę, żadnej odpowiedzi. A pytanie jest naprawdę ciekawe i na czasie.  Sam mam czasem ochotę popełnić publikację na jakiś interesujący temat, pochodzący z opracowywanych, czy przeglądanych materiałów archiwalnych. Czasem tej pokusie ulegam. Ale wciąż nie wiem czy zgodnie z prawem, jako że nie reklamuję tego specjalnie u siebie w pracy (niestety warunki u nas są takie że lepiej się nie chwalić że coś się merytorycznie popracowało ponad obowiązującą normę - nie ma nic gorszego w pracy od zawistnego szefa). Szkoda że nikt z Naczelnej nie zechciał ustosunkować się do tego, niezbyt skomplikowanego chyba, problemu. Brak czasu, niewiedza... no bo chyba nie lekceważenie...

Offline Henryk Niestrój

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 196
  • Płeć: Mężczyzna
    • Arcaion
Prawa autorskie
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 20, 2005, »
Rzeczywiście jestem nieco zaskoczony brakiem odzewu. Nie wierzę, że archiwiści stanowią grupę stroniąca od pisania. Każdego roku powstaje w każdym archiwum wiele wstępów. Dzieje ustrojowe niektórych z nich (przynajmniej u nas w Opolu) same w sobie mogłyby tworzyć samodzielne artykuły naukowe.
Zarówno więc umiętność, jak i potrzeba wyrażania własnej pracy naukowej (wstęp do zespołu jest zaliczany do dorobku naukowego) istnieje w archiwach. Wielu archiwistów wykorzystuje też znalezione, ciekawe materiały do pisania artykułów (tak sądzę...)
Dlaczego więc nie ma odzewu :?:
Wydaje mi się, że przyczyną jest jeszcze zbyt mała znajomość niniejszego forum wśród braci archiwalnej. Są też ludzie, którzy zapewne uważają, że ich głos nie ma znaczenia, nie mają odwagi, trudno im się przełamać. Martwi mnie szczególnie to, ostatnimi czasy iFAR zaczyna podupadać. Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby ta jedyna w swoim rodzaju inicjatywa i bardzo pożyteczne narzędzie zniknęło z naszego wspólnego archiwistycznego warsztatu :!:
Quieta non movere
http://arcaion.pl

Offline Henryk Niestrój

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 196
  • Płeć: Mężczyzna
    • Arcaion
Prawa autorskie
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 20, 2005, »
...a może po prostu większość bywalców forum uczestniczy obecnie na szkoleniu w Lublinie. I stąd ta niepokojąca cisza  :)
Quieta non movere
http://arcaion.pl

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 21, 2005, »
to nie brak odwagi, myślę, że większości archiwistów zwyczajnie nie interesuje ich praca. Ale co do prawa autorskiego i wstępów - hm, odnoszę wrażenie że wielu archiwistów nie uświadamia sobie dwóch rzeczy:
- po pierwsze tego, że są urzędnikami i pracownikami urzędów, co nakłada na nich określone obowiązki; Art. 4 ustawy o prawie autorskim mówi: Nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego (...) urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole. A inwentarz jest urzędowym dokumentem. Co z tego wynika? ano to, że ani archiwiści ani archiwa nie mogą traktować inwentarzy jak swojej prywatnej własności. Zacytowanie wstępu do inwentarza to tak jak zacytowanie ustawy.

- po drugie tego, że pracodawca nie płaci im za wynajdywanie w godzinach pracy ciekawostek w aktach i pisanie na ich podstawie artykułów, które służą tylko ich ewentualnej karierze naukowej, ale nie archiwum. Traktowanie tego jako "że coś się merytorycznie popracowało ponad obowiązującą normę" to spore nieporozumienie. Pokusa skorzystania dla siebie przy wertowaniu akt jest duża i wielu jej ulega, ale miejmy świadomość że to jest właściwe i poprawne tylko wtedy, gdy należy to do obowiązków służbowych archiwisty, albo jeśli robi to po godzinach.
pozdrawiam
J.

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 21, 2005, »
Cytat: "Anonymous"
- po pierwsze tego, że są urzędnikami i pracownikami urzędów, co nakłada na nich określone obowiązki; Art. 4 ustawy o prawie autorskim mówi: Nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego (...) urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole. A inwentarz jest urzędowym dokumentem. Co z tego wynika? ano to, że ani archiwiści ani archiwa nie mogą traktować inwentarzy jak swojej prywatnej własności. Zacytowanie wstępu do inwentarza to tak jak zacytowanie ustawy.

Też mam takie zdanie.

Cytuj
po drugie tego, że pracodawca nie płaci im za wynajdywanie w godzinach pracy ciekawostek w aktach i pisanie na ich podstawie artykułów, które służą tylko ich ewentualnej karierze naukowej, ale nie archiwum.

Nie do końca się z tym zgadzam. jest to korzystne też dla archiwum - pracownik zdobywa dodatkową wiedzę na temat akt, którą może wykorzystać w pracy służbowej, a poza tym rozwój pracownika przeważnie jest korzystny dla pracodawcy. Żeby jednak wszystko było lege artis wg. mnie pracownik musi uzyskać zgodę przełożonych na dostęp do akt w celach prywatnych (napisanie artykułu), no i uzgodnić z przełożonym czy może to robic przy okazji zadań słuzbowych lub czy tylko poza czasem pracy.

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 21, 2005, »
oczywiście, że zgoda przełożonych jest tutaj niezbędna. Myślę jednak, że rozsądny przełożony powinien zrobić najpierw rachunek zysków i strat - po co mu nawet tuzin świetnie znających zasób pracowników, którzy co kwartał trzaskają jakiś artykulik, ale akt opracowują tyle co kot napłakał.
J.

Offline Bogusław Kleszczyński

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 78
  • Płeć: Mężczyzna
Prawa autorskie
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 24, 2005, »
Myślę, że publikacja artykułów w oparciu o materiały z zasobu własnego archiwum może służyć tej instytucji oraz pożytkowi publicznemu.
  Po pierwsze  zwiększa ilość publikacji przy których wykorzystano zasób danego archiwum, po drugie odbiorcy artykułu - historycy zyskują pełniejszy obraz wartości źródłowej zasobu czy konkretnych zespołów. Jest to szczególnie korzystne w przypadku zespołów omijanych przez badaczy z poza archiwum gdy ich intuicja badawcza nie podpowiedziała, że mogą tam znaleźć coś interesującego. Niestety tak sie często zdarza, że wartościowy zespół nie jest należycie "rozreklamowany" i nie znajduje użytkowników.

  W takiej sytuacji publikacja artykułu wpisywałaby się także w działalność popularyzatorską i dawałaby wymierne korzyści nauce (a co za tym idzie bardziej docenionym archiwom).

 Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że cel popularyzacji realizuje się poprzez odpowiednie pomoce archiwalne, informację elektroniczną, ostatnio internetowy dostęp do inwentarzy wraz ze wstępami i inne, ale odnoszę wrażenie, że pojawienie się wydanego artykułu, choćby tylko o znaczeniu sygnalizacyjnym będzie miało znacznie silniejszą moc oddziaływania.


 Pozdrawiam


 P.S.

 Nie odpisywałem wcześniej na post tworzący wątek bo równierz czekam na odpowiedź na postawione w nim pytanie :)
W Archiwum bunt, nad nami akt zawieja...

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #8 dnia: Październik 24, 2005, »
Trudno nie docenić w takim kontekście znaczenia publikacji opartych o archiwalia. Obawiam się jednak przeniesienia ciężaru działań archiwum na źle pojętą działalność popularyzatorską - nieważne jak archiwum wygląda "w środku", byle tylko na zewnątrz owo oddziaływanie było silniejsze, a archiwum było postrzegane pozytywnie.
 Nie można budować jakiegoś medialnego wizerunku archiwów kosztem realizowania przez nie podstawowych zadań - nawet ta nasza nieszczęsna unza w art. 23 i 28 określa jakąś hierarchię zakresu działania archiwów - popularyzacja jest tam na szarym końcu.
J.

Offline Bogusław Kleszczyński

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 78
  • Płeć: Mężczyzna
Prawa autorskie
« Odpowiedź #9 dnia: Październik 24, 2005, »
Cytat: "Anonymous"

 Nie można budować jakiegoś medialnego wizerunku archiwów kosztem realizowania przez nie podstawowych zadań


Oczywiście zgadzam się z tym stwierdzeniem - mnie najbardziej zalezałoby na większej świadomosci badaczy a może też dziennikarzy, że coś takiego jak Archiwa Państwowe istnieje (nie tylko IPN) bo być może dzieki większemu zainteresowaniu archiwa mogłyby liczyc na większe środki do realizacji zadań podstawowych - gromadzenia, opracowania i przechowywania...  bo szczerze powiedziawszy naprawdę są nam one potrzebne. Mozemy popularyzować zasób ale nie jeden raz okazuje się też, że nie jesteśmy gotowi na zwiększenie zainteresowania użytkowników.

Wiele archiwów ma nie dośc opracowany zasób, w wielu zespołach jest spory bałagan i mało kto jest w stanie się w tym połapać - a tym bardziej trudno wymagać od użytkowników że będą sie przekopywać przez zespoły do których jedyna pomocą archiwalną będą spisy zdawczo-odbiorcze (i to niejednokrotnie nie odzwierciedlające stanu faktycznego)

W kontekście powyższego akapitu pozwole sobie wrócić jeszcze raz do wątku głównego - taki zespół całkiem zaniedbany i nie znany badaczom gdy trafia do rąk opracowującego archiwisty wart jest tego by choćby najmniejszym tekstem zasygnalizowac jego istnienie i wykorzystać. Inaczej nawet po opracowaniu moze pozostać zapomniany przez wiele lat.
W Archiwum bunt, nad nami akt zawieja...

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #10 dnia: Październik 24, 2005, »
Cytuj
taki zespół całkiem zaniedbany i nie znany badaczom gdy trafia do rąk opracowującego archiwisty wart jest tego by choćby najmniejszym tekstem zasygnalizowac jego istnienie i wykorzystać. Inaczej nawet po opracowaniu moze pozostać zapomniany przez wiele lat.


o tak, jeśli publikacja jest bezpośrednim efektem opracowania zespołu (a nie opracowywanie zespołu jest sposobem na zebranie materiału do publikacji), to rozumiem  :)
pozdrawiam
J.

Anonymous

  • Gość
Prawa autorskie
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 24, 2005, »
Nie każdy zespół wart jest zaraz publikacji, bo poprostu sam w sobie jest nieciekawy i tyle. Ale z drugiej strony z przedmówcami zgadzam sie, iż często są materiały w innych zespołach których istnienia MY nawet byśmy nie podejrzewali. Sam kiedyś podczas gormadzenia materiałów do swojej mgr znalazłem materiały mnie interesujace w innym zespole i to dotego obejmującego inne lata.
Tylko czy też chce sie nam szarpać jeśli jak piszecie priorytety są inne. Mnie sie już przestało chcieć. A wam?

Offline Henryk Niestrój

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 196
  • Płeć: Mężczyzna
    • Arcaion
Prawa autorskie
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 24, 2005, »
Cytat: "Anonymous"


o tak, jeśli publikacja jest bezpośrednim efektem opracowania zespołu (a nie opracowywanie zespołu jest sposobem na zebranie materiału do publikacji), to rozumiem  :)
pozdrawiam
J.

Dokładnie tak!

W statutach każdego chyba archiwum jest mowa o kształtowaniu i nadzorze nad państwowym zasobem archiwalnym, czyli przejmowanie, przechowywanie i zabezpieczanie materiałów archiwalnych, ewidencjonowanie i opracowywanie itd.

Jest również: prowadzenie działalności naukowej i wydawniczej oraz prowadzenie działalności informacyjnej i popularyzatorskiej o materiałach archiwalnych i archiwum.

Jedno więc nie wyklucza, także pod względem prawnym, drugiego. Ba, jedno z drugim jest ściśle związane. Czyż sytuacja nie jest kuriozalna? Wymagamy tego, czego nakazują nam własne statuty ;)


Cytuj
taki zespół całkiem zaniedbany i nie znany badaczom gdy trafia do rąk opracowującego archiwisty wart jest tego by choćby najmniejszym tekstem zasygnalizowac jego istnienie i wykorzystać

To prawda. W niejednym archiwum są zespoły, których inwentarze wstyd pokazać korzystającemu. Gdy szukałem materiałów do magisterki i dostawałem inne niż zamówione jednostki (lub o nieco innym tytule), brałem całą winę na siebie (że źle wypełniłem rewers, pomyliłem się sygnaturze itd.). Dziś już wiem w czym rzecz...
Dlatego dobrze opracowany zespół ma ogromną wartość dla badacza. Ale nie można go dobrze opracować bez znajomości tematu (struktury aktotwórcy, kontekstu historycznego itp.).
Nie podejrzewam bowiem, że wszyscy archiwiści uprawiają sabotaż, ukrywając przed historykamni co lepsze kąski, aby kiedyś, może na emeryturze, do nich wrócić :)

Cytuj
Tylko czy też chce sie nam szarpać jeśli jak piszecie priorytety są inne. Mnie sie już przestało chcieć. A wam?

Doskonale rozumiem przedmówcę. A mimo to powiem:
Tak, jeszcze mi się chce!
Quieta non movere
http://arcaion.pl

Offline Roman Kusyk

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 89
Prawa autorskie
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 20, 2006, »
Przepraszam, że tak późno się włączam, ale:
1. Spierałbym się co do tego, że inwentarz jest dokumentem lub materiałem urzędowym. Zgodnie z doktryną i orzecznictwem, dokumentem urzędowym jest dokument sporządzony w przepisanej formie przez powołane do tego organy państwowe w ich zakresie działania. Stanowią one dowód tego, co zostało w nich urzędowo stwierdzone lub zaświadczone. Dla przykładu - NSA stwierdził kiedyś, że dzieło wykonane w formie karty zabytków (dla Państwowej Służby Ochrony Zabytków - a to tez urząd...) zabytków też jest organem ruchomych nie jest dokumentem urzędowym (NSA w Warszawie, III SA 889/96 - sprawa dotyczyła akurat podatków). Myślę, że inwentarz nie jest też materiałem urzędowym, bo nie jest związany z działalnością archiwów jako urzędów. Dopatrywałbym się w inwentarzu raczej cech utworu o charakterze naukowym, korzystającego z ochrony prawa autorskiego.

2. Inwentarze są niewątpliwie utworem wykonywanym przez pracownika w ramach jego obowiązków służbowych. Zgodnie z art. 12 Prawa autorskiego, "jeżeli ustawa lub umowa o pracę nie stanowią inaczej, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron". Osobiste prawa autorskie przysługują natomiast pracownikowi jako twórcy.

3. Co do wykorzystania wiedzy zdobytej w związku z pracą archiwalną do napisania artykułu, rozprawy itp. poza obowiązkami służbowymi - wydaje się, że tu prawa autorskie, tak osobiste, jak i majątkowe, przysługują pracownikowi. Zgoda pracodawcy to już inna kwestia…

Mam nadzieję, że może ożywię ten wątek – i dyskusja rozpocznie się na nowo.

Offline kołatek

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 173
Prawa autorskie
« Odpowiedź #14 dnia: Październik 20, 2006, »
W AP Kraków mój znajomy dostał inwentarze w wersji elektronicznej (2,00 zł za jeden MB) i nikt nie pytał nikogo o prawa autorskie, choć osoby które je pisały w wiekszości zyją. On porozdawał to znajomym w Polsce i na Białorusi za friko i też sie nie przejmował prawami autorskimi. Badacze przepisuja całe fragmenty inwentarzy do magisterek, doktoratów czy habilitacji, podpisuja swoim nazwiskiem i wg promotorów wszystko jest O.K. Tylko czy pracownikom AP którzy pisali te inwentarze cos z tego skapnęło (chocby w formie podziekowań)... Sami wiecie jak to wszystko działa, biały murzyn zrobi swoje, murzyn może odejść