Autor Wątek: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie  (Przeczytany 87447 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #60 dnia: Październik 10, 2013, »
EZD 3,12 to co najwyżej piękny przykład na wywoływanie emocjonalnych reakcji użytkowników na nową wersję  :)
Jarek Orszulak

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #61 dnia: Październik 16, 2013, »
Hm, jeśli nikt nie zna EZD 6.1 to nie wiem czy jest sens pytać np. Flp i PnP ... Wychodzi na to że dokonania Dariusza Króla odchodzą w niepamięć ...  :-\
Jarek Orszulak

Offline crash0

  • starszy(a) archiwista(ka)
  • ****
  • Wiadomości: 484
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #62 dnia: Październik 16, 2013, »
ale off top się zrobił  :o

Offline Filip Kwiatek

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 299
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #63 dnia: Październik 16, 2013, »
Archiwistom EZD kojarzy się tylko z jednym  :)  i słusznie! Może jakby Jarek napisał Ezd 6,1 to ktoś by sięgnął po Biblię.

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #64 dnia: Październik 17, 2013, »
Jakby Jarek napisał EZD 6.1 to ktoś by znalazł odnośniki do Księgi Ezdrasza już na pierwszej stronie wyników wyszukiwania Google'a (niektórzy nazywają to "umiejętnością posługiwania się internetem")  :) . Nie byłoby zagadki, nie byłoby zabawy.
Dla porządku: EZD 6,1 "Wtedy król Dariusz kazał szukać w skarbcu, gdzie się też przechowuje księgi (dokumenty)".
Jarek Orszulak

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #65 dnia: Październik 17, 2013, »
... miał być rzecz jasna przecinek zamiast kropki w "EZD 6,1".
Jarek Orszulak

Offline koszmar_obsta

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 111
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #66 dnia: Październik 27, 2013, »
Bob Andrews, lat 17, III detektyw z Przygód trzech detektywów. Rozchwytywany przez kobiety, okulary zmienił na soczewki. Odpowiada za research, pracuje dorywczo w bibliotece w Rocky Beach, przez Internet przeszukuje zbiory Biblioteki Kongresu (1998 rok!) i archiwa. Mistrz wyszukiwania informacji w Internecie, miłośnik historii Kalifornii.

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #67 dnia: Listopad 06, 2013, »
Czas Honoru w Archiwum Akt Nowych

1 lipca 2013 roku na terenie AAN nakręcono pod czujnym okiem reżyser Katarzyny Klimkiewicz jedną ze scen pierwszego odcinka VI serii serialu realizowanego przez TVP.SA. "Czas Honoru". Było to spotkanie pary bohaterów w archiwum "Rudej" (Karoliny Gorczycy) i Władka (Jana Wieczorkowskiego).

http://www.aan.gov.pl/index_pl.php?action=18
Jarek Orszulak

Offline crash0

  • starszy(a) archiwista(ka)
  • ****
  • Wiadomości: 484
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #68 dnia: Listopad 27, 2013, »
Pierwszy z obrazków - fragment książki Rachel Hauck "Suknia ślubna" s.186
Drugi - tablica informacyjna w Instytucie Medycyny Doświadczalenj i Klinicznej PAN (Pawińskiego 5, Wawa)
 ;)

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #69 dnia: Listopad 29, 2013, »
Drugi - tablica informacyjna w Instytucie Medycyny Doświadczalenj i Klinicznej PAN (Pawińskiego 5, Wawa)
 ;)

A ktoś mi tu ostatnio wyrzucał że robię off top z tego wątku  :P
Jarek Orszulak

Offline crash0

  • starszy(a) archiwista(ka)
  • ****
  • Wiadomości: 484
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #70 dnia: Listopad 29, 2013, »
To nie do końca off top, gdyż pierwsze zdjęcie jest na temat  ;)

Offline sirsilis

  • archiwa_2.5
  • st. kustosz(ka)
  • *
  • Wiadomości: 819
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #71 dnia: Listopad 29, 2013, »
właśnie oglądam odcinek Andromedy - dziś sporo o archiwach :)

cytat: archiwa przechowywuja nie tylko kulture ale też i doświadczenie
jestem spokojny jak pyton połykajacy królika

Offline luke

  • archiwista
  • ***
  • Wiadomości: 433
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #72 dnia: Kwiecień 28, 2014, »
Antoni Libera, Madame, s. 51

o wszechwiedzy archiwisty :)

Cytuj
Z zapisków tych powstawały następnie spisy i zestawienia: dziewczyny, niczym tajni agenci, a zarazem archiwiści Urzędu Bezpieczeństwa, miały nieomal pełny obraz stanu posiadania Madame w zakresie garderoby i kosmetyków do twarzy.

Offline Jarek

  • st. kustosz(ka)
  • ******
  • Wiadomości: 1625
  • archiwista zakładowy a nie żaden kustosz
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #73 dnia: Maj 02, 2014, »
Poniżej link do opisu gry,w nim interesujący fragment dot. wizyty w więziennym archiwum  - to chyba kwintesencja stereotypów nt. tego czym jest archiwum:

http://anitkak.webd.pl/topics75/solucja-art-of-murder-zabojcze-sekrety-vt5383.htm
Jarek Orszulak

Offline Marek Gieroń

  • młodszy(a) archiwista(ka)
  • *
  • Wiadomości: 185
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Archiwa i archiwiści w literaturze i filmie
« Odpowiedź #74 dnia: Październik 20, 2014, »
Zygmunt Miloszewski "Ziarno prawdy" - pojawia się postać "Dyrektora Archiwum Państwowego w Sandomierzu", zaś budynek Oddziału gra dość ważną rolę - zaraz obok dokonano morderstwa.
A co tam - wkleję parę fragmentów które mnie rozbawily :)

Dochodziła czwarta nad ranem, słońce miało wstać za godzinę, a Roman Myszyński walczył ze snem w czytelni Archiwum Państwowego w Sandomierzu, otoczony przez zmarłych. Wokół niego piętrzyły się dziewiętnastowieczne księgi parafialne i mimo że większość wpisów dotyczyła radosnych momentów życia, mimo że chrztów i ślubów więcej było niż aktów zgonu ? to i tak stale czuł towarzyszący mu odór śmierci, nie potrafił pozbyć się myśli, że wszystkie te noworodki i wszyscy ci nowożeńcy od co najmniej kilkudziesięciu lat gryzą ziemię, a z rzadka odkurzane i przeglądane księgi są jedynym świadectwem ich istnienia. Choć akurat oni i tak mieli szczęście, biorąc pod uwagę to, jak z polskimi archiwami obeszła się wojna.

Przegonił myśl, że marnuje czas, wstał, zrobił kilka przysiadów, skrzywił się, słysząc trzaski w kolanach, i wyszedł z czytelni. Pstryknął przełącznikiem w ciemnym korytarzu, ale nic się nie stało. Pstryknął jeszcze dwa razy. Ciągle nic. Rozejrzał się niepewnie. Choć był weteranem spędzania nocy w archiwach ? poczuł niepokój. Genius loci, pomyślał i westchnął litościwie nad swoją skłonnością do fantazjowania.
Zniecierpliwiony jeszcze raz wcisnął przełącznik i po kilku błyskach klatkę schodową zalało trupie światło jarzeniówek. Roman spojrzał w dół na gotycki portal, prowadzący z części administracyjnej do archiwum. Wyglądał jakoś tak, jak by to powiedzieć, groźnie.
Odchrząknął, żeby zabić ciszę, i ruszył w dół, myśląc, że ciekawego smaczku dodaje sprawie Niewolina i jego prapra de domo przechrzcie Kwietniewskiej fakt, że sandomierskie archiwum mieści się w budynku osiemnastowiecznej synagogi. Czytelnia i pokoje pracowników znajdowały się w dolepionym do świątyni budynku kahału, siedzibie gminnej administracji. Same akta zajmowały główne pomieszczenie modlitewne synagogi. Było to jedno z najciekawszych miejsc, jakie widział w swojej karierze pradetektywa.
Zszedł na dół i pchnął ciężkie, nabijane ćwiekami żelazne drzwi. Uderzył go orzechowy zapach starego papieru.
Stara sala modlitewna miała kształt dużego sześcianu, który w interesujący sposób zaadaptowany został na potrze?by archiwum. Pośrodku pomieszczenia zbudowano ażurową kostkę, złożoną ze stalowych chodniczków, schodków i ? przede wszystkim ? półek. Kostka była nieznacznie mniejsza od sali, można było ją okrążyć wzdłuż ścian, można było wejść do środka, w labirynt wąziutkich korytarzy, lub wspiąć się na wyższe poziomy i tam zagłębić w stare akta. Konstrukcja czyniła z tego rusztu jakby przerośniętą bimę, w której zamiast Tory studiowało się dokumenty informujące o urodzinach, ślubach, podatkach i wyrokach. Biurokracja jako święta księga ery nowożytnej, pomyślał Roman. Nie zapalając światła, okrążał ruszt; wodził dłonią po chłodnym tynku. Doszedł tak do wschodniej ściany, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu we wnęce zwanej aron ha-ko-desz przechowywano zwoje Tory. Roman zapalił latarkę, światło przecisnęło się przez gęsto unoszące się w powietrzu drobinki kurzu i wydobyło z ciemności złotego gryfa, trzymającego tablicę z hebrajskim pismem. Podejrzewał, że to jedna z Tablic Przymierza. Skierował światło wyżej, jednak polichromie znajdujące się bliżej sklepienia tonęły w mroku.
Wszedł na najwyższy poziom po stromych ażurowych schodkach, przy akompaniamencie metalicznego echa. Znalazł się tuż pod sklepieniem. Chodząc między pełnymi akt półkami, zaczął oglądać w świetle latarki zdobiące górną część sali przedstawienia znaków zodiaku. Przy krokodylu zmarszczył brwi. Krokodyl? Spojrzał na sąsiedni ? strzelec -i zrozumiał, że krokodyl to skorpion. Być może miało to uzasadnienie. Pamiętał jedynie, że w judaizmie nie wolno było przedstawiać ludzi. Podszedł do bliźniąt. Wbrew tej wiedzy, przedstawione były jako ludzkie postaci, tylko pozbawione głów. Wzdrygnął się.
Pomyślał, że starczy już tej wycieczki, na dodatek dostrzegł owiniętego wokół okulusa lewiatana. Duch śmierci i zniszczenia otaczał plamę szarego światła, jakby to było wejście do jego podwodnego królestwa, i Romanowi zrobiło się nieswojo. Poczuł nagłą potrzebę opuszczenia archiwum, ale wtedy kątem oka dostrzegł za okrągłym oknem ruch. Wsunął głowę do wnętrza potwora, lecz nie mógł za wiele dostrzec przez brudne szyby.
Po drugiej stronie sali skrzypnęła deska, Roman się poderwał, boleśnie uderzając głową o mur. Zaklął i wypełzł z okulusa. Znowu skrzypnięcie.
? Halo? Jest tam kto?
Świecił latarką we wszystkie strony, ale widział tylko akta, kurz i znaki zodiaku.
Tym razem skrzypnęło tuż obok niego. Roman krzyknął cicho. Chwilę mu zajęło uspokojenie oddechu. Doskonale, pomyślał, powinienem sobie zafundować jeszcze mniej snu i jeszcze więcej kawy.
Energicznym krokiem skierował się stalowym chodniczkiem w stronę stromych schodów, od ciemnej dziury ziejącej pomiędzy nim a ścianą oddzielała go wątła barierka. Ponieważ najwyższy poziom rusztu był zarazem poziomem doświetlających salę okien, mijał przedziwne konstrukcje, służące do ich otwierania i mycia. Były to jakby zwodzone pomosty, obecnie podniesione do pionu. Aby dostać się do okna, należało odblokować grubą linę i opuścić pomost w ten sposób, aby sięgnął do wnęki okiennej. Roman pomyślał, że jest to mechanizm dość kuriozalny, w końcu ani ruszt z aktami, ani tym bardziej grube mury synagogi nigdzie się nie wybierały, można je było połączyć na stałe. Teraz przypominało mu to okręt z podniesionymi trapami, gotowy do wypłynięcia. Omiótł instalację światłem latarki i podszedł do schodków. Zestawił jedną stopę, kiedy potężny huk wypełnił pomieszczenie, przez stopnie przeszedł wstrząs, a on stracił równowagę i nie spadł na dół tylko dlatego, że obiema rękami złapał się barierki. Latarka wypadła mu z ręki, odbiła się dwa razy od podłogi i zgasła.
Wyprostował się, serce biło mu w zawrotnym tempie. Szybko, w lekkiej histerii, zlustrował otoczenie. To spadł mostek, obok którego przechodził. Patrzył na niego, ciężko dysząc. W końcu się roześmiał. Musiał coś niechcący naruszyć. Fizyka tak, metafizyka nie. Proste. W każdym razie ostatni raz pracuje po zmroku wśród tych wszystkich pratrupów.
Trochę po omacku podszedł do zwodzonego mostka i chwycił linę, żeby podnieść go do pionu. Oczywiście był zaklinowany. Klnąc na czym świat stoi, na kolanach wszedł do okiennej wnęki. Okno wychodziło na te same krzaki, co strzeżony przez lewiatana okulus.
Świat na zewnątrz stanowił teraz jedyne źródło światła, a było to światło nad wyraz liche. Wewnątrz nie dało się zobaczyć praktycznie nic, na zewnątrz przedświt zamieniał się w wiosenny, nieśmiały jeszcze świt, z mroku wyłaniały się drzewa, dno otaczającego sandomierską starówkę parowu, wille pobudowane na przeciwległej stronie skarpy i mur dawnego klasztoru franciszkanów. Czarna mgła zamieniała się we mgłę szarą, świat był nieostry i mętny, jakby odbity w wodzie z mydlinami.
Roman spojrzał w miejsce, gdzie wcześniej widział ruch ? w krzaki tuż pod pozostałościami obronnego muru. Wytężył wzrok ? od morza szarości odcinało się tam coś sterylną bielą. Przetarł rękawem szybę, ale istnienie wyrafinowanego mechanizmu zwodzonego mostu najwyraźniej nie skłoniło nikogo do jej częstego mycia, tylko rozmazał kurz na szkle.
Otworzył okno, zamrugał, twarz omiotło mu zimne powietrze.
Jak porcelanowa laleczka pływająca we mgle, pomyślał Myszyński, patrząc na leżące pod synagogą zwłoki. Były nienaturalnie, niepokojąco białe, świeciły brakiem koloru.
Z tyłu z hukiem trzasnęły ciężkie drzwi do starej synagogi, jakby wszystkie duchy wyleciały zobaczyć, co się stało.
"Kto podziela ten pogląd proszę o atak histerii. Start!"